Utwór przenosi nas do Werony, do ruin domów Capuletich i Montekich. Po deszczu i burzy nad zniszczonymi grodami pojawia się łagodny błękit, a z wysokości spada gwiazda. Cyprysy odczytują to jako łzę zesłaną dla Julii i Romea, która przenika aż do grobów. Ludzie natomiast — „i mówią uczenie” — twierdzą, że to nie łzy, lecz kamienie, i że nikt na nie nie czeka.
Wiersz zestawia dwie wrażliwości: mityczną, współczującą naturę oraz chłodny, racjonalny świat dorosłych, który odziera rzeczywistość z cudu. Podmiot zdaje się bliższy cyprysom; to one nadają ruinom sens i pamięć. Nastrój jest elegijny, cichy, lekko ironiczny wobec uczonych tłumaczeń. Norwid pokazuje, że wobec miłości Romea i Julii prawda mitu bywa ważniejsza niż dosłowność kamienia.