Julian Tuwim zwraca się do krytyków z lekką przekorą: niby grzecznie mówi „szanowni panowie”, ale zamiast poważnego wywodu daje obraz jazdy na przedniej platformie tramwaju. To miejsce bezpośredniego kontaktu z miastem — bohatera przeszywa ruch ulicy, w głowie kłębią mu się pędy, ognie i ogniwa, a radość czuje od czubka głowy po pięty. Najsilniej wszystko wybucha na skrętach, gdy ramieniem ogarnia zachwyt i widzi, jak wiosna szaleje: drzewa pachną, pąki pękają, ulice dzwonią. Końcowe „Maju, maju!” podkreśla euforię. Nastrój jest żywiołowy, lekko żartobliwy i zmysłowy. Mamy wrażenie, że poeta celowo przeciwstawia tę jazdę powadze literackich salonów: jego twórczość rodzi się z pędu, dotyku i radości, nie z chłodnej analizy. Wystarczy stanąć na przedniej platformie, by miasto samo weszło do wiersza. Krytycy zostają więc zaproszeni nie do oceny, lecz do wspólnego przeżycia wiosennego uniesienia.
Do krytyków — Streszczenie
Zwykłem jeździć, szanowni panowie, Na przedniej platformie tramwaju! Miasto nawskroś mnie przeszywa! Co ja tam wszystko mam w głowie: Pędy, zapędy, ognie, ogniwa, Wesoło w czubie i w piętach, A najweselej na skrętach, Na skrętach — koliście Zagarniam zachwytem ramienia, A drzewa w porywie natchnienia Szaleją wiosenną wonią, Z radości pęka pąkowie, Ulice na alarm dzwonią, Maju, maju! – —
Tak to jadę na przedniej platformie tramwaju, Wielce szanowni panowie!