Opowieść zestawia dwa wiatry: jeden polny, pędziwiatr, gwałtowny, skłonny do fikołków i nagłych zwrotów, drugi sadowniczy, cichuteńki, pieszczący liście. Dziki wiatr wpada do sennego sadu, strąca kwiaty jak śnieg i wybucha śmiechem, a potem porywa łagodnego towarzysza do wspólnej gonitwy. Razem mkną przez pole, gonią chmury i ptaki, wplątują się w wiatraki, mylą śmigi, świszczą i łobuzują, ile sił. Podmiot patrzy na te wybryki z wyraźną sympatią i rozbawieniem. Ruch i energia udzielają się czytelnikowi, ale całość ma zarazem rys pogodnej dziecięcej zabawy. Gdy wiatry odlatują, w sadzie zostaje cichość — jak po burzy śmiechu, która wybrzmiała i przyniosła ukojenie. Kontrast między delikatnym szeleściem a zawadiackim poświstem nadaje całości lekkość, niemal taneczny rytm. To obrazek pełen czułości wobec przyrody, w którym nawet psota kończy się spokojem.
Dwa wiatry — Streszczenie
Jeden wiatr — w polu wiał, Drugi wiatr — w sadzie grał: Cichuteńko, leciuteńko, Liście pieścił i szeleścił, Mdlał...
Jeden wiatr — pędziwiatr! Fiknął kozła, plackiem spadł, Skoczył, zawiał, zaszybował, Świdrem w górę zakołował I przewrócił się i wpadł Na szumiący senny sad, Gdzie cichutko i leciutko Liście pieścił i szeleścił Drugi wiatr...
Sfrunął śniegiem z wiśni kwiat, Parsknął śmiechem cały sad, Wziął wiatr brata za kamrata, Teraz z nim po polu lata, Gonią obaj chmury, ptaki, Mkną, wplątują się w wiatraki, Głupkowate mylą śmigi,
W prawo, w lewo, świst, podrygi, Dmą płucami ile sił, Łobuzują, pal je licho!...
A w sadzie cicho, cicho...